czwartek, 14 listopada 2019

Paleta MIYO Insta Glam

Jedna z najbardziej pożądanych palet tego roku - Insta Glam od MIYO. Byłam chyba ostatnią osobą na tej planecie, która ją kupiła, ponieważ ciągle była niedostępna, a kiedy w końcu mi się udało, to... Przeczytajcie sami...
















Nie pamiętam kiedy dokładnie miała premierę paleta Insta Glam, ale wiem, że przez jakieś 2 miesiące bez przerwy widywałam ją na Facebooku, Instagramie i YouTube. Próbowałam ją nawet kupić, ale za każdym razem kiedy wchodziłam na stronę MIYO, paleta była niedostępna.

Kiedy częściowo minęło "boom!" na tą paletę, postanowiłam wejść na stronę marki i fartem udało mi się ją zamówić, ponieważ chciałam wiedzieć czy na prawdę jest tak cudowna jak ja opisują w Internecie. Kolejnego dnia już jej nie było...



O co tyle krzyku? 

Ano o to, że:
1. marka MIYO jest coraz bardziej popularna na Instagramie i jest promowana przez wiele wpływowych blogerek 
2. jedna z najpopularniejszych blogerek - BeautyVTricks jest współautorką tej palety

... Ale to już pewnie wiecie :)



Kiedy kupowałam paletę Insta Glam, miałam już w kolekcji (i nadal mam), kilka palet od MIYO z serii Five Points Palette - których recenzję znajdziecie kilka postów wcześniej.

Dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że byłam zachwycona wizją nowych kolorów w większej ilości umieszczonych w jednej palecie, do tego z fajnym opakowaniem i grafiką. 

Sądziłam, że skoro mam już palety z innej serii tej marki, to z pewnością cienie z palety Insta Glam będą dorównywały jakością tym poprzednim - a ja kupuję produkt sprawdzony.



OPAKOWANIE :

Paleta wykonana jest z śliskiej tektury, która jest odporna na zabrudzenia, zniszczenia czy wilgoć. W środku palety znajdziemy 15 cieni do powiek oraz duże lusterko.

W palecie znajduje się : 10 cieni matowych, 4 połyskujące i 1 brokatowy "topper".

Każdy z cieni ma swoją własną, ciekawą nazwę (z tego co wiem, podobno wszystkie inspirowane są nazwami kwiatów i ich kolorami).





Po pierwszym użyciu wiedziałam już, że cienie z tej palety różnią się całkowicie od innych cieni MIYO, które już znałam.



KONSYSTENCJA I KRYCIE :

Matowe cienie są bardzo pyliste, a ich konsystencja jest niby miękka, ale nie taka masełkowa - a bardziej kredowa, przez co cienie szybciej się kończą, a wcale nie używam ich jakoś częściej niż innych z mojej kolekcji.

Cienie połyskujące są miękkie i masełkowe, łatwo je rozetrzeć i nałożyć na skórę i  tym przypadku akurat przypominają mi konsystencję cieni z serii Five Points Palette.

Pojedynczy topper (brokat w górnym, lewym rogu) jest bardzo maślany - do tego stopnia, że trzeba uważać przy nabieraniu go, bo można wbić palec lub pędzel aż do dna wkładu. 



Niestety moja przygoda z brokatowym "topperem" zakończyła się dość szybko, ponieważ jak już raz go dotknęłam, to później co rusz odpadały z niego większe lub mniejsze kawałki, aż w końcu rozwalił się cały i zwyczajnie wypadł z palety. Gdzieś czytałam, że jeśli był zbyt kruszący, to można było go zareklamować i przysyłali nowy... Ale nie chciało mi się z tym bawić.



Jeśli chodzi o krycie cieni matowych, to bez bazy pod cienie lub czegoś klejącego nawet nie próbujcie. Cienie bez dobrze lepiącego podkładu nie chcą przyklejać się i wtłaczać w skórę, a jedyne co uzyskujemy, to duża ilość osypanego produktu w miejscach, w których nie powinno go być. Moja skóra jest kapryśna - często lubi być dość sucha i makijaż bez bazy pod cienie tą paletą... Nie wyglądałby najlepiej.

Cienie połyskujące mają całkiem dobre krycie, nawet bez bazy pod brokat. 

Cień "topper" brokatowy, bez lepkiego podkładu daje delikatną poświatę brokatu, z bazą pod brokat nadal prześwituje, ale skupisko brokatu jest o wiele większe.



BLENDOWANIE:

... Bo to chyba najważniejsze przy cieniach do powiek. Jak już wyżej wspomniałam - cienie matowe są bardzo pyliste i kredowe, więc blendowanie ich ze sobą jest dość... Problematyczne.

Większość prób podczas blendowania kończyła się złością i zmyciem makijażu. Niestety cienie nie lubią się ze sobą i każda próba nałożenia na poprzedni kolor następnego koloru, lub delikatne połączenie ich pędzelkiem - kończyła się tym, że powstawała plama lub dziura, przez którą prześwitywała skóra.

Jedyne rozwiązanie, to zaklejenie policzków płatkami ochronnymi i wtłaczanie cieni do powiek, na które jest nałożona klejąca baza pod cienie do powiek. 







Nie wiem jak oceniają tą paletę inni jej posiadacze, ale nie chciałam czytać innych recenzji na jej temat, żeby nie mieć "z tyłu głowy" opinii innej osoby, podczas pisania tej recenzji. Jedyne co wiem, to fakt, że kiedy MIYO i Vanessa wypuścili kolejną paletę o nazwie "Insta Glow", w Internecie pojawiały się komentarze, pt. "Ciekawe czy będzie tak samo beznadziejna jak Insta Glam?".


... I nie - nie sądzę, że ta paleta jest beznadziejna. Uważam po prostu, że jest bardzo wymagająca i nie jest produktem, którym wykonamy makijaż na szybko, spiesząc się do pracy. Nie jest też produktem który może kupić początkująca makijażystka, do ćwiczeń na sobie czy na pierwszych klientkach - bo podejrzewam, że tylko się zniechęci.

Konsystencja tych cieni nie pozwala na szybką pracę, nie pozwala na byle jakie przygotowanie skóry, a oczekuje niesamowitej precyzji i delikatności oraz przede wszystkim czasu i cierpliwości.



DOSTĘPNOŚĆ I CENA:

Aktualnie paletę Insta Glam możecie kupić w oficjalnym sklepie internetowym MIYO oraz swego czasu n MintiShop (nie wiem czy dalej jest tam dostępna). Cena jednej palety, to 59.99 zł.

Z tego co wiem, to paleta jest limitowana i jeśli teraz się skończy, to nie będą jej już produkować. Tak więc, jeśli jesteście nią zainteresowani, to polecam zakupić ją już teraz. 


_________________________



PODSUMOWANIE:

PLUSY:
- piękne opakowanie
- fajne zestawienie kolorystyczne cieni
- połączenie matu i błysku w jednej palecie
- paleta wykonana z odpornego na zniszczenia materiału
- w palecie znajduje się lusterko
- ciekawe nazwy kolorów


MINUSY:
- zbyt pylista konsystencja cieni matowych
- dostępność
- ciężkie blendowanie
- wydajność


Nie będą pisać podsumowania, bo chyba wszystko co ważne, przeczytaliście już w tekście wyżej. Trochę boli mnie fakt, że mam taką, a nie inną opinię o tej palecie... Jednak chyba żadnej palety nie używam tak rzadko jak tej.


Mam nadzieję, że tym postem nie zniechęciłam Was do dalszego czytania mojego bloga i jeszcze się tutaj spotkamy. Niedługo widzimy się w nowym poście. Do następnego!

6 komentarzy:

  1. Ja ją mam i uwielbiam po prostu - pracuje mi się z nią jak marzenie. Nie mam porównania do innych paletek MIYO, mam za to mnóstwo paletek My Secret, które są tego samego producenta, i też jestem nimi zachwycona.

    OdpowiedzUsuń