środa, 16 sierpnia 2017

Epic Ink Lip Dye od NYX

Bardzo rzadko zdarza się, żebym skreśliła jakiś kosmetyk na czarną listę... zazwyczaj próbuję wycisnąć z niego "cokolwiek", żeby znaleźć chociaż jeden plus... W przypadku tych pomadek (?) niestety nie mogłam już nic zrobić i... Musiałam napisać o nich tą recenzję, na którą niechętnie Was zapraszam... 














Kochani! Od dawna używam kosmetyków NYX i jeszcze nigdy nie byłam tak zawiedziona! Zazwyczaj wszystkie produkty NYX lubiłam i nie zdarzyło się, żebym trafiła na jakiś mega bubel, ale to... Niestety :( 
Zapraszam do dalszej części posta żebyście przeczytali o co mi chodzi.



Jakiś czas temu w moje ręce wpadły cztery odcienie "Epic Ink Lip Dye" marki NYX:
- 12 Blazed
- 07 Night Runner
- 04 Charmer
- 01 Poised


Zachwycona kolorami, zabrałam je na wakacje (paczkę z nimi otworzyłam dzień przed wyjazdem i nie zdążyłam ich wypróbować) i to był wielki błąd...
Pierwszego dnia po przyjeździe, wybraliśmy się w miasto. Przed wyjściem z trudem nałożyłam pomadkę na usta (o tym dowiecie się później), a później było już tylko gorzej.
Kiedy podczas drogi przejrzałam się w lusterku, okazało się, że pomadka zjada się w dziwny, nierównomierny sposób i na ustach zostaje tylko poświata koloru. Co gorsze! Po zwilżeniu ust językiem, na nim też został kolor który nie chciał zejść - nie mówiąc już o palcu, którym niechcący dotknęłam kosmetyku przy przeraźliwym zmywaniu jej z ust w przymierzalni jakiegoś sklepu. 

(może to dziwne, ale kiedy pierwszy raz stosuję jakiś produkt do ust, a akurat wychodzę, to zabieram na wszelki wypadek kilka płatków kosmetycznych i płyn do demakijażu do torebki).

Przeraźliwe i szybkie zmywanie, zamieniło się w długą męczarnię i szorowanie ust, które wyglądały jak poparzone i opuchnięte - przez wżerającą się w skórę poświatę koloru, która nie chciała żadnym sposobem zejść z ust. 
Zrezygnowana i wściekła, sięgnęłam po korektor (który też na szczęście akurat miałam ze sobą) i nałożyłam odrobinę na usta, żeby zniwelować chociaż trochę ten okropny efekt, który pozostawiła na moich ustach ta pomadka... 


Od tego czasu leżą w szufladzie. Próbowałam podejść do nich jeszcze tylko raz - oczywiście z takim samym niepowodzeniem jak poprzednim razem. 


Tak właśnie rozpoczęła się i jednocześnie zakończyła moja przygoda z tymi produktami.






Na stronie NYX możemy przeczytać:
"Odważ się na intensywny kolor! Epic Ink Lip Dye posiada lekką formułę, która zapewni Ci matowe wykończenie i niesamowicie nasycony kolor. To must-have w każdej kosmetyczce. Możesz używać go osobno dla stworzenia wyrazistego looku lub jako bazę pod podobny odcień."


Faktycznie, w kilku kwestiach mają rację. Kolory pomadek są bardzo intensywne - aż tak intensywne, że zmycie ich z ust bez problemu jest praktycznie niemożliwe. Niestety efekt intensywności utrzymuje się na ustach tylko przez chwilę po nałożeniu, a następnie pomadka "wsiąka" i robi się wyblakła. 

Jeśli makijaż ust polega na dokładnym wyrysowaniu konturu i lekkim nadbudowaniu ust, to efekt po zakończeniu nakładania jest całkiem komiczny.
Konsystencja pomadek jest bardzo wodnista, przez co bardzo ciężko nałożyć ją równomiernie,a stworzenie prosto odciętych krawędzi... Graniczy z cudem, ponieważ pomadka rozlewa się gdzie chce. 






Wydaje mi się, że jedynym dobrym sposobem ich użytkowania, jest faktyczni nakładanie ich jedynie jako bazę pod inny odcień lub podkreślenie idealnego kształtu ust, który niestety nie zdarza się tak często u kobiet :(


Co do demakijażu... Nie wyobrażam sobie zostać z tym samym, wyblakłym kolorem na ustach przez kilka dni. Być może ten efekt ładnie prezentuje się na naturalnie ładnym kształcie ust, którego nie trzeba korygować, bo sam z siebie wygląda dobrze, tylko potrzebuje koloru. U mnie wyglądało to tak, jakbym najadła się jagód w wieku 4 lat  :D 
(robiąc swatche na ręce wczoraj, do dziś mam na niej ślady pomadek - mimo tego, że szorowałam ją nawilżanymi chusteczkami, dwoma płynami dwufazowymi i jeszcze gąbką z żelem pod prysznic podczas cowieczornego mycia się).



Próba stworzenia swatchy z szablonem:
(szablon dobrze przylegał do skóry, rozlane krawędzie, to wina zbyt wodnistej konsystencji)




Próba zmycia pomadki nawilżaną chusteczką:




Próba zmycia dwoma rodzajami płynów dwufazowych:



Ten efekt utrzymuje się od wczoraj, mimo szorowania gąbką pod prysznicem.
Rozumiem, że pewnie ktoś teraz powie, że albo używam słabych kosmetyków do demakijażu itd. lub, że to moja skóra tak wchłania pigment. Być może to racja, ale w takim razie jak zwykły śmiertelnik, który nie zajmuje się makijażem i kosmetykami na co dzień miałby zmyć tą pomadkę ze swojej skóry? 



Na stronie NYX można kupić sztukę za 31zł. Bardzo cieszę się, że dostałam je w prezencie, bo gdybym je dobrowolnie kupiła, to teraz bardzo żałowałabym pieniędzy, które bym na nie wydała :(


___________________________

PODSUMOWANIE:

PLUSY:
- piękne kolory
- cena

MINUSY:
- kolor "wżerający" się w skórę
- bardzo ciężkie do zmycia
- po wyschnięciu wyglądają na wyblakłe
- trudno nałożyć je równomiernie
- farbują wszystko czego się nimi dotknie
- zjada się w nierównomierny sposób
- ciężko stworzyć precyzyjny kontur ust



Bardzo mi przykro, że musiałam stworzyć taki post, ale lepiej uświadomić innych przed bublem, niż pozwalać na to, żeby przeżywali ten sam koszmar co ja. A może to tylko u mnie te pomadki sprawdzają się w taki, a nie inny sposób? Może mnie pocieszycie i napiszecie, że dla Was są bardzo fajne? Dajcie znać :)



Do następnego posta!

4 komentarze:

  1. ładne kolorki :) szkoda, że tyle minusów mają

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie przepadam za atramentem na ustach, chyba wolę 'zjeść' część koloru i pomalować na nowo :)

    OdpowiedzUsuń