środa, 20 kwietnia 2016

Piękna martwica

Pierwszy na blogu post z charakteryzacją, którą pokochałam już jakiś czas temu. Przedstawiam Wam dzisiaj "Piękną martwicę", czyli moją interpretację czegoś okropnego z odrobiną kwiecistego akcentu. Krwistą i "mięsną" tkankę uformowałam w kształt moich ulubionych ostatnio róż. Jeśli macie mocne nerwy i zasiałam w Was chociaż odrobinę ciekawości, to zapraszam do dalszej części posta. Znajdziecie tutaj bardzo dużo zdjęć!











Do tej pory nie mieliście okazji poznać mnie od strony charakteryzacji. Wiem, wiem - jestem gaduła. Chwalę się, że zajmuję się charakteryzacją, a nie mam na to żadnych dowodów. W tym momencie się usprawiedliwię.
Charakteryzacja, to coś co uwielbiam. Jest to jeden z moich ulubionych makijażowych tematów. W głowie mam milion pomysłów na sekundę, ale brakuje mi czasu na realizację ich. Może nie wiecie, ale często charakteryzacje zajmują kilka godzin...



Dzisiejszą pracę tworzyłam około dwóch godzin. Myślałam, że wykonanie tej charakteryzacji zajmie o wiele więcej czasu, ale jednak okazało się, że nie jest to tak pracochłonne jak myślałam. 

Pomysł na stworzenie jej powstał z chęci do upiększenia martwicy powstałej w wyniku spalenia lub odmrożenia. Może nie wiecie, ale najgroźniejszy stopień odmrożenia wyglądem jest bardzo zbliżony do oparzenia IV stopnia - czyli spalenia. 
Podobno w tym stadium odmrożenia czy spalenia nie czuje się już bólu i nie ma się czucia w części ciała, która uległa obrażeniu. Wydaje mi się jednak, że samo patrzenie na takie rany sprawia ból.

Postanowiłam złagodzić uczucie obrzydzenia, niechęci i bólu dodając do ran pozytywnego akcentu w postaci róż. Wyżej wspomniałam już, że "mięsne", krwawe tkanki zastąpiłam kwiecistym wzorem, dlatego nie powinniście mieć problemu z oglądaniem takich zdjęć. Niby kolory te same, ale kształt sprawia, że nie jest już tak "strasznie".







Boicie się takich widoków? Też się bałam! 
Na pierwszych zajęciach z charakteryzacji, kiedy oglądaliśmy różne obrażenia (żeby wiedzieć jak dokładnie ma wyglądać dana rana), czułam obrzydzenie, wszystko mnie bolało i bałam się patrzeć na zdjęcia. Po jakimś czasie zaczęłam tworzyć w myślach upiększone wersje takich ran. 

Do tej pory bałam się też oglądać horrory. Wbrew pozorom (tak, tak - charakteryzator, który boi się horrory) nie jestem aż tak odważna na jaką mogę się wydawać. Od niedawna jednak coraz bardziej się do nich przekonuję i nie patrzę już na straszne rzeczy ze strachem, ale z ciekawością "jak to jest zrobione?". Wszystkim strachliwym polecam zainteresować się charakteryzacją ;)








Do wykonania tej pracy użyłam czerwonej, czarnej i białej farby do ciała, chusteczek, talku i płynnego lateksu. Jako tło posłużył mi czarny materiał, który kupiłam z myślą o takich właśnie "sesjach".

Niżej znajdziecie jeszcze kilka zdjęć z bliska, gdzie możecie zobaczyć więcej detali.






Jeśli oglądacie ten post w nocy, to przepraszam jeśli będziecie mieć przeze mnie koszmary. Jeśli zaglądacie tutaj rano lub w ciągu dnia, to nie powinno być tak strasznie :) 

Co myślicie o charakteryzacji? Może się nią zajmujecie?
Wolicie surowe, krwiste i jak najbardziej prawdziwe charakteryzacje, czy bardziej odpowiadają Wam takie "upiększone" wersje?

Dajcie znać w komentarzach :)



13 komentarzy:

  1. Nie mogę ma no patrzeć :D Jak realistycznie! Najlepsza charakteryzacja ever!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie to wygląda! Zrobiłaś cudo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow swietnie to wyszlo :) Artstka z Ciebie. Myslalas zeby zrobic jakas wystawe Swoich prac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy jeszcze o tym nie myślałam. Bloga traktuję jako wystawa moich prac :)

      Usuń
  4. Ale cudne! :D
    Uwielbiam oglądać horrory swoją drogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohh! Też bym chciała je oglądać, ale za bardzo się boję :<

      Usuń
  5. zaje....fajne :) wygląda jak model gipsowy a nie prawdziwa ręka! Dobra robota :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łał, fantastycznie Ci to wyszło, jestem pod wrażeniem! :)

    RudaUrodowo - alternatywnie o urodzie

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż się przestraszyłam kiedy przeczytałam tytuł hehe :)

    OdpowiedzUsuń