niedziela, 14 lutego 2016

Jak uratować pokruszony kosmetyk?

Co zrobić kiedy nasz ulubiony sypki kosmetyk (cień do powiek, róż itd) upadł nam na podłogę lub pokruszył się w jakiś inny sposób? Przecież nie chcemy z niego zrezygnować, zwłaszcza jeśli był bardzo drogi, a my niekoniecznie mamy wolne środki w portfelu na zakup nowego? 
















Kiedy przygotowywałam dla Was post "HOT i NOT Stycznia", który znajdziecie TUTAJ, chciałam dodać do niego mój ukochany róż od Wibo. Niestety, przed wykonaniem zdjęć do wpisu, wcześniej wspomniany róż wylądował na podłodze. 
Na moje szczęście opakowanie podczas upadku nie otworzyło się (jedynie lekko popękało w jednym miejscu)i pokruszony kosmetyk nadawał się do odratowania.

_______________________________

Pamiętajmy! Jeśli kosmetyk wysypie się na podłogę, to nie wolno go już używać. W momencie styczności z podłogą dostają się do niego różne zarazki i zanieczyszczenia, które potem możemy nałożyć na twarz razem z kosmetykiem.
_______________________________


Żeby odzyskać skruszony kosmetyk, zgromadziłam:
- małą łyżeczkę,
- woreczek foliowy (może też być folia spożywcza),
- patyczki kosmetyczne,
- szpatułkę dentystyczną (może być trzonek pędzla, końcówka sztućca, jakiś patyczek),
- szklankę, w której zmieszałam spirytus i wodę w proporcjach 2:1,




Cały zabieg odzyskania mojego różu, wykonywałam w miejscu, które łatwo później wyczyścić z resztek kosmetyku. To jest ważne, ponieważ jeśli rozłożymy się na dywanie czy drewnianej podłodze lub drewnianym blacie - kosmetyk może się już nie zmyć, dlatego wybrałam kuchenny blat.


Pierwszym krokiem jest dokładne i szczelne owinięcie różu woreczkiem (lub wyżej wymienioną folią spożywczą), żeby róż nie wysypywał się z opakowania, kiedy będziemy go ugniatać.




Następnie szpatułką/końcówką łyżeczki/trzonkiem pędzla/patyczkiem należy dokładnie zgnieść kosmetyk, aby powstał z niego proszek.




Przez ugniatanie tracimy niewielką ilość kosmetyku. Jednak czym jest stracenie niewielkiej ilości w porównaniu z całym opakowaniem? 




Dobrze zgnieciony kosmetyk delikatnie odwijamy z woreczka (lub folii), aby nie wysypać sypkiego kosmetyku. Trzeba też uważać na to, w jakim miejscu później położymy brudny woreczek/folię. Starajmy się wszystkiego nie ubrudzić.




Do pokruszonego kosmetyku wlać większą połowę łyżeczki zmieszanego z wodą spirytusu. Następnie dokładnie wymieszać kosmetyk, aby połączył się wlanym do niego płynem.




Patyczkami kosmetycznymi i szpatułką (możecie użyć pilniczka do paznokci lub grubej igły) należy wyczyścić opakowanie kosmetyku. 




Teraz pozostaje już tylko czekać aż kosmetyk znowu będzie suchy, a cały alkohol z niego wyparuje. Najlepiej położyć go z miejscu, w którym będziemy pewne, że go nie uszkodzimy lub znowu nie spadnie, a kosmetyk może pozostać otworzony. 

Pozostawiłam mój róż na noc, żeby dobrze wysechł, a rano już był gotowy do użycia. Co prawda, nie jest już taki ładny jak wcześniej, ale ważne jest to, że go odzyskałam i znowu mogę się nim cieszyć!




Gdyby nie moja niezdarność, przez którą upuściłam róż - nie byłoby teraz tego wpisu, więc może nawet dobrze się stało? Mam nadzieję, że pomogłam komuś tym postem :)


Próbowaliście tego sposobu na swoich pokruszonych kosmetykach?
(mam nadzieję, że nie musieliście) 


14 komentarzy:

  1. Genialne!
    Myślisz, że można to zrobić też z kosmetykiem, który jest oryginalnie w proszku? Ja sądzę, że można :)
    To byłby świetny pomysł dla moich mineralnych różów :))) bo jednak kamień zdecydowanie jest łatwiejszy w obsłudze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamień łatwiejszy, ale nie wiem czy kosmetyk mineralny nie straci swoich właściwości w połączeniu z alkoholem... Raczej bym z tym uważała :) Zwłaszcza, że zazwyczaj kosmetyki mineralne = wrażliwa skóra, a alkohol w składzie może je podrażnić. Niby odparuje, ale ostrożności nigdy za wiele...

      Usuń
  2. Musze tak zrobić z moim bronzerem... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś jedna blogerka napisała do mnie o metodzie ze spirytusem. Świetny pomysł na wpis :) Obserwuję i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. wow nigdy o tym nie słyszałam ! uwielbiam takie sposoby na pewno mi się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też kiedyś zdawałam relację z naprawiania kosmetyku Wibo, tylko ja ratowałam rozświetlacz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tak się składa, że dziś mój chłopak rozwalił rozświetlacz. Chyba czeka mnie druga operacja naprawcza...

      Usuń
  6. Już wiem jak uratuję mój rozświetlacz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno wypróbuję :)
    Zapraszam byc-twoim-marzeniem.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń