wtorek, 16 lutego 2016

Czerwone róże - face painting

Jeśli któraś z Pań nie dostała jeszcze na Walentynki kwiatów, to teraz już je ma! Dla każdej kobiety dziś u mnie czerwone róże - czyli bardziej artystycznie, a dokładniej face painting, który ostatnio bardzo lubię. 
Praca bardzo czasochłonna, ale zapewnia efekt "wow" u każdej osoby, która ją zobaczy. U Was też? Jeśli chcecie się jej przyjrzeć bliżej lub zastanawiacie się skąd wzięłam do niej inspiracje (to ciekawa historia), to zapraszam do dalszej części posta!











O dawna wzdychałam nad kolorowankami dla dorosłych. Są podobno idealnym sposobem na odstresowanie, a do tego bardzo lubię rysować/malować itd.
Mój chłopak podchwycił temat i na Walentynki podarował mi taką kolorowankę. Nie taką zwykłą z kiosku, ale tematyczną - "Alicja w Krainie Czarów". Nie dość, że malowanka jest bajecznie oprawiona, ma w środku genialne kolorowanki, to wzory, które się w niej znajdują mnie inspirują.
Mogę nazwać tą malowankę "Krainą Czarów'. Inspiruje mnie, dostarcza relaksu...

Ostatnio wszystko mnie denerwuje, a do tego nie miałam w ogóle pomysłów na prace artystyczne. Jeśli już coś wymyśliłam, to nie wychodziło. Obiecałam Wam, że będę dodawać tutaj dużo awangardy... Chcę dotrzymać słowa :)


Podczas kolorowania malowanki znalazłam w niej piękne różane wzory, dzięki którym stworzyłam ten makijaż. Początkowo róże miały tworzyć kwiatowy golf, ale te kilka sztuk było tak pracochłonne, że nie wystarczyło mi czasu na całą szyję i dekolt. 
Ostatecznie prezentuję Wam coś takiego:




Róże wykonałam trzema kolorami farbek do ciała: czerwonym, czarnym i niebieskim. Farbki, które posiadam dają się łączyć, dlatego posiadając podstawowe kolory mogę z nich stworzyć wiele innych. Żeby wykonać listki, użyłam jako bazy białej farbki, a an nią nałożyłam ciemno zielony cień do powiek. Żeby stworzyć efekt różnych odcieni zieleni, po prostu nakładałam cień raz używając większej siły, a raz mniejszej.
Dodałam tutaj też moje ulubione zawijasy, które zrobiłam tym samym cieniem co listki.


Wykonanie tych kilku róż zajęło mi 2 - 3 godziny, więc rozumiecie dlaczego nie zajęłam się całym dekoltem? Chyba tak :)





Farbka ma ten minus, że jest tłusta i się świeci. Nie da się jej przypudrować, bo nie zastyga na ciele, więc każde niepożądane dotknięcie stworzonego malowidła, mogło skończyć się katastrofą. 
Starałam się jednak żeby na zdjęciach to świecenie nie było aż tak widoczne.





Żeby pokazać Wam efekt z bliska nieźle się nagimnastykowałam, bo jak tu się ustawić żeby wszystko było widać i jednocześnie zrobić sobie zdjęcie?

Jak podoba Wam się makijaż? Czy taki prezent na Walentynki dla Was jest dobry? ;)


16 komentarzy:

  1. Cudowne !!! Aż nie mogę oderwać oczu !

    OdpowiedzUsuń
  2. Efek końcowy świetny. Musiała wiele czasu poświęcić na ten makijaż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Takie malowidła są bardzo czasochłonne :(

      Usuń
  3. Piękny! Chyba powinnaś tatuaże wykonywać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :D ja bym pewnie zmalowała coś bardziej mrocznego, zniszczonego, zepsutego, zgniłego, spleśniałego, popękanego.... ok już przestaję wymieniać ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię bardziej straszne rzeczy typu zombie itd, ale jeszcze na bloga nic takiego nie dodawałam :)

      Usuń
  5. Dzieło sztuki! Widać ten poświęcony czas, efekt jest oszałamiający :)

    OdpowiedzUsuń